Przedniej barykady bronił Koruta: le prince Calmuc382, jak go nazywali Paryżanie. Gdy brakło naboi, wyrywał on głazy z bruku i ciskał.

Pomiędzy jedną salwą a drugą wołał:

Wersalskaja swołocz!

i gdy odpierał atak, krzyczał:

Thiers swinja!

Barykada jego dwa razy była wzięta; dwa razy spędzał on z niej wersalczyków i gnał ich aż na ich pozycję.

Za trzecim razem ugodziła go kula w serce, padł, z ustami rozwartymi w krzyku:

Wersalskaja swołocz!

Widziałem Aldego, jak strzelał, siedząc, nogę miał zmiażdżoną, u jego stóp leżał Romain z małą, czarną raną w skroni.

Widziałem, jak kula przeszyła serce Aldego, gdy wołał: