Zobaczyłem znowu naszą kochaną Europę towarzyską: środowisko, w którym wszystkie myśli, wszystkie pojęcia straciły swoje znaczenie, Europę, która galwanizowała wszystkie pomarłe wiary i systematy myślowe, aby tylko nie zrozumieć siebie i swojego zadania, swojej jedynej drogi.
Teraz poczułem całą gorycz osamotnienia. Katia, która jakby spłonęła w pożarze, zginęła jak złota smuga w łunie paryskiej, wsiąkła w ziemię jakby jedna kropla krwi wytoczonej z piersi ludu, jedno z ziarn rzuconych w rolę dziejów, stała się na nowo moją Katią, moją i na zawsze przeze mnie utraconą. Przypominałem sobie jak krótki sen, nasze szczęście, naszą idyllę więzienną.
Nieczajew widział, że się męczę czymś własnym, jemu nieznanym.
Któregoś dnia powiedział mi ze złym uśmiechem:
— Czy wam więcej Komuny żal, czy tej spódniczki?
Uniosłem się i przestaliśmy się z nim widywać.
W tydzień jakiś po tej scenie siedziałem w kawiarni, gdy wszedł do niej blady Martynow, wołając:
— Aresztowano Nieczajewa, chcą go wydać Rosji!
Zerwałem się. Nieczajew był już w więzieniu.
Zaraz rozpoczął się proces. Sąd federalny386 miał zadecydować, czy jest on przestępcą politycznym, czy też kryminalnym.