Byłem przykro zdumiony, raz o późnym wieczorze zaskoczywszy w całkiem niedwuznacznej pozycji naszego Mackiewicza z piękną Ołeną, żoną stangreta Mikołaja...
Czy może powstaniec uwodzić córki ludu...
Czas jakiś nawet układaliśmy krwawy dramat.
Co dzieje się w duszy Mikołaja. Jaki bunt, jaki głuchy gniew?
Raz jednak usłyszeliśmy, jak wołał po pijanemu:
— Jak cej ksiądz mnie nie da tutoczki zaraz karbowańca53, to ja jemu — ja drogę do dziekana znaju...
I w kilka chwil potem widzieliśmy, jak mający żołnierskie ruchy ksiądz bił białą ręką raz po razie w twarz wyższego od siebie o głowę Mikołaja.
Głowa Mikołaja chwiała się po każdym uderzeniu, a on sam chwytał się księżych ramion i usiłował księdza pocałować w łokieć.
Wypadek ten na jakiś czas zmienił nasz bieg myśli. Była w nim bowiem jeszcze jedna osoba interesująca, Ołena.
Jak ona może? Gdy kocha księdza, jak może żyć z mężem?