Paolo tłukł pięścią o stół i szukał noża.
— Powiedz ty mi — pytał — gdzie ona ma serce.
— Kto?
— Questa infame vita422. Aby w samo serce ugodzić bestię. Ja muszę zobaczyć sprawiedliwość.
— Krew jest bezpłodna. Krew jest zawsze bezpłodna — rzekł Sabatier.
Paolo nie chciał słuchać.
— Ja nie chcę nic wiedzieć, wy mi znowu będziecie mówić o tym, jak będzie kiedyś. Będziecie mi mówić, co jest rozumnie. Co Amelce z tego, co będzie? Kto wróci jej życie? Dlaczego ją wdeptano w błoto? Nawet nie była ładna. Podobała im się, bo jest jak dziecko. Ktoś musi być winien.
— Nikt nie winien. Każdy jest tym, czym musi być. Niewinni gubią się wzajemnie. I na to nie ma rady.
— Ty jesteś filozof — rzekł Paolo. — Tak czy owak mnie musi ktoś odpowiedzieć. Wszyscy niewinni. Nieprawda. Tyś winien, ja winien, on. Każdy z nas winien, że znosi. Za każdą krzywdę — śmierć. Za każdą zgubioną dziewczynę, za każde cierpienie — śmierć.
— Ale kto ma ginąć?