Do Moskwy przybyłem wieczorem.
Rozpytałem się, gdzie leży hotel „Ukraina”, i znalazłszy go, spytałem o numer 28. Portier z jakąś dziwną miną wskazał mi schody; gdym zaczął na nie wchodzić, stanął w nich tak, jakby chciał zagrodzić mi odwrót.
Zwróciło to moją uwagę.
Na korytarzu było ciemno.
Zapalając zapałki, zatrzymałem się przed drzwiami pokojów. Gdym stał pod jednym z nich, otworzyły się one i zobaczyłem policjanta, który usiłując schwycić mnie za rękę, udrapał mnie.
— Pożałujtie.456
Cofnąłem się.
Policjant wypadł za mną.
Trafnym instynktem wiedziony, cofnąłem się w jakąś niszę: wybiegłszy z pokoju, policjant skierował się w kierunku schodów, którymi tu przyszedłem. Przypuszczałem, że hotel musi mieć drugie wyjście.
Zacząłem więc biec w kierunku przeciwnym.