Ryży nie wiedział nic o Tule ani o administracji. Zakłopotał się bardzo.
Drukarnia właśnie idzie. Dziś, jutro powinna być. Zresztą było do przewidzenia. Tam w Kijowie w niemożliwy sposób prowadzili sprawę. Jak gdyby Trzeci Wydział458 nigdy nie istniał. Mikołka tam jeden był: strasznie podejrzany.
Przede wszystkim jednak trzeba było uciekać stąd.
W administracji mógł się zdarzyć jakiś ślad.
Umówiliśmy się, że ja odbiorę drukarnię. Ryży oddał mi fracht459, wskazał parę adresów. On miał się jeszcze zająć oczyszczeniem mieszkania.
Schodziłem ze schodów, gdy nagle schwycił mnie ktoś za rękę.
— Ani kroku, w bramie policja.
Wszedłem, a raczej wciągnięto mnie do jakiegoś przedpokoju. Drzwi za mną zamknęły się bez szmeru.
Stałem oszołomiony, kiedym usłyszał brzęk ostróg.
Ta sama ręka wprowadziła mnie do oświetlonego pokoiku.