A jednocześnie obracał mi się w sercu tępy nóż.
I cóż z tego? I cóż z tego? Czy przez to nie umrzesz? Czy przez to przezwyciężysz śmierć?
Nienawidziłem życia w tej chwili.
Po co urodziłem się, aby teraz żyć i czekać na tę straszną rzecz, która się stać musi?
Po co ja jestem?
Nie było mnie, a teraz jestem i męczę się, i będę się tak męczył bez końca — jak robak wbity na szpilkę. I nie ma ratunku, nie ma nadziei.
Ona jest już i czeka na mnie, śmierć.
Będę leżał na cmentarzu w ziemi.
Nie ucieknę od tego obrzydzenia, zawsze przyjdzie to samo: skostnienie, martwota i rozkład.
I tak jest z każdym.