Stryj Seweryn nie chciał mnie nawracać — bynajmniej:
— Czyń sprawy moje, a nie wymieniaj imienia mojego.
Gdym miał wyjeżdżać, już po dostaniu nowego paszportu i załatwieniu innych przygotowań, zatrzymał mnie długo u siebie wieczorem.
Jużem się z nim żegnał, kiedy mnie zatrzymał jeszcze i patrząc w oczy, zapytał:
— Czy wierzysz w Polskę?
— W polski lud pracujący.
— Nie, czy wierzysz, że Bóg nie będzie Bogiem bez Polaków, oni są jak konieczny ton w jego piersi.
Pochyliłem głowę...
— Wiesz, stryju, że ja nie wierzę w nic prócz człowieka.
— Więc Polska może zginąć?