— Jesteście przyjacielem Aleksandra.

— Tak — odpowiedział krótko Sołowjew — jego jedynym przyjacielem.

To nie był frazes. Dusza Sołowjewa tego była kalibru.

— Są przecież okoliczności, kiedy wkładamy przyjaciołom najbliższym broń do ręki. Nie czuję, abym jako człowiek krzywdę wyrządził Aleksandrowi Drugiemu — człowiekowi. Gdyby tak chciał, zabiłbym się sam wraz z nim.

— I po co?

— Aby stało się prawdą, że niezgodne jest z sumieniem człowieka istnienie rosyjskiego cara.

— Coś nowego — powiedział Kirsanow. — My, Rosjanie, ciągle uczymy Europę.

— Kromwell528 — powiedział krótko Sołowjew — Orsini. Nie wolno znosić niewoli.

— Więc konstytucja Magna charta529. I swobodny rozwój rosyjskich łupigroszów — mówił Kirsanow — i dlatego my mamy zejść ze swej drogi.

Dyskusja zapowiadała się gorąca i namiętna. Kirsanow był blady. Zejdenman co chwila coś pisał na skrawku papieru, Michajłow był spokojny i zdecydowany, Sołowjew spoglądał z niepokojem na Kirsanowa, którego bardzo kochał. Ola była wzruszona tak, jakem jej nie widział od czasu sądu nad Wierą Zazulicz530. Atmosfera była ciężka. Pierwszy zaczął mówić Zejdenman; nie czekając odezwania się Sołowjewa, zaczął atakować nowy kierunek w działalności organizacji, ujawniający się w sposobie prowadzenia pisma.