Sołowjew rzekł spokojnie:

— Czy chcesz wszczepić masie ludowej krew, o której wiesz, że jest zgniła?

— Masie nic się nie szczepi z zewnątrz. Masa myśli szczerze, tak jak musi.

— Tak jest, jak musi. Ale my musimy wiedzieć, kim my jesteśmy wobec mas. Ja czuję się widzem ich cierpień, wspólnikiem tych przerażających, wszelką miarę słowa przekraczających zbrodni, jakie dokonywają się na niej. Muszę wierzyć w siebie, abym śmiał myśleć za lud.

— Więc...

— Jeżeli nie dokonam tego, com postanowił, nie będę mógł szanować siebie.

— To jest twoja sprawa.

— Nie, nie usprawiedliwiam kłamstwa, ja nie mogę być jezuitą532 rozwoju, kłamać duszy mojej w imię praw ewolucji.

Kirsanow zbladł.

— Istnieje — rzekł — epikureizm533 zguby. Pieczoryn534 w nas wszystkich żyje.