„Sonia!”
Tak rozmawiali z sobą w tę ostatnią noc, całą noc nawoływały się te głosy; mówiły sobie: jeszcze żyjemy, żyjemy, jeszcze możemy mówić, jeszcze rozumiemy się.
„Walerianie!” — wołała ona i znaczyło to: umrzeć! Ty umrzesz, umrzesz. Ciebie mogą zabić!
A jego odpowiedź: „Sonia”, brzmiała jak: wytrwaj, bądź zdrowa, idę.
Nikt nie myślał o śnie w tę noc w całym więzieniu. A czas płynął z jakimś strasznym pośpiechem...
Głosy wołały wciąż.
„Walerianie!” — z straszliwą rozpaczą wołała ona.
I on odpowiadał łagodny, cichy.
„Sonia”.
Rozległy się kroki. Otworzono celę.