— Dlaczego przez śmierć? Przez potęgę — mówił Michajłow.
Zelman nie sprzeczał się, snuł swoje marzenia:
— Przywołałeś śmierć i oto ona rozwarła swe bramy. Pustka i cisza: drży wiotkie listowie. Stoją w świetle srebrnym gwiazd chłodne wrota śmierci. Zginęliśmy już, my i ty, potężny władco; ty, co ośmieliłeś się tchnieniem śmiertelnym tworzyć zakon życia — oto patrz. Otwarte ciche królestwo. Ona jedna myśli. Poznaj siłę. Ona była władzą, dzisiaj kładzie ci na ramieniu dłoń. Nie ma nic — śmierć, śmierć na tronie.
Pamiętam, jak trwożyły Michajłowa tego rodzaju symptomaty psychiczne. Miał on w sobie do najwyższego stopnia rozwiniętą tę cechę tak rzadką i tak cenną w świecie rewolucyjnym: poczucie całości wszystkich momentów działania, ich zależności wzajemnej. Gdy którykolwiek z nich, oddzielając się od innych, wyrastając nadmiernie, stawał się wyłącznie panującym, odczuwał on to jako zmniejszenie siły rewolucyjnej, jej głębi. Każda jednostronność musi się mścić, bo zaniedbanie wyrasta jako wróg. Rozpoznawał on doskonale indywidualności i umiał je wzajemnie dopełniać, gdy jednak powstawała w czyimś usposobieniu jakaś cecha wyłączna, zagrażająca samemu współistnieniu, odczuwał on to jako niebezpieczeństwo.
Michajłow był żywą myślą organizacji, czuł i myślał zawsze za całość. W tym czasie nie byłem w stanie tego zrozumieć. Nie byłem w stanie widzieć i pojmować tych ludzi, z którymi żyłem, inaczej niż z punktu widzenia mojego nastroju. Nastrojowi zaś temu odpowiadał doskonale punkt widzenia Zelmana, jego wizja pomazańców śmierci. Już nie myśl moja — serce zżyło się z tym, że każdy z tych, kto mnie otaczał, ja sam, my wszyscy żyjemy nieustannie pod grozą zguby, że dnia każdego może zniknąć z naszego koła na zawsze ktoś z tych, kto dziś jeszcze jest pomiędzy nami. Serce nie buntowało się już przeciwko temu, dusza stała już w Charonowej563 łodzi i patrzyła na wszystko chłodnym wzrokiem.
Pamiętam dokładnie, że w tym czasie nie przerażała mnie, nie wstrząsała mną śmierć niczyja. Oswoiłem się z nią tak, że nie mogłem zrozumieć, jak można przywiązywać do niej jakieś znaczenie. Piszę całkiem literalnie: nie mogłem zrozumieć, nie mogę zrozumieć i do dziś dnia, jak można śmierć uważać za nieszczęście. W niej ginie sama różnica, jest ona po tamtej stronie, poza światem rządzącej żywymi sercami doli.
Nie mogę powiedzieć też, abym w tym czasie mocno cierpiał. Zawładnęła mną absolutna obojętność względem wszystkich własnych uczuć. Ból gdzieś był pod zamarzłą powierzchnią, ale myśl świadoma żyła w świecie chłodnej pustki, było to jakieś zamrożenie wewnętrzne, skrzepnięcie osobistości564. Z wielką dokładnością wykonywałem teraz najniebezpieczniejsze nieraz zlecenia. Michajłow był zachwycony moją automatyczną konspiracyjnością. Tichonrawow, który w tym czasie zbliżył się do mnie na krótko, a zawsze opętany był obawą szpiegów, których pragnął zwieść obojętnie znudzonym wyglądem, z zazdrością mówił:
— On teraz chodzi po Petersburgu jak lunatyk.
W tym czasie miałem sposobność zaimponować, jak mi to powiedział on sam, aresztując mnie później, Aronowi Voglowi. Wracałem z Moskwy. W torbie podróżnej miałem przy sobie kilkanaście funtów masy wybuchowej, przy sobie mnóstwo papierów. Gdym dojeżdżał, spostrzegłem z okna, że peron roi się od szpiegów. Aron Vogel komenderował, udając obojętnego widza, przechodząc od jednej grupy do drugiej. Widziałem, jak spojrzenie jego musnęło mą twarz i zatrzymało się. Byłem mocno zmieniony, zgoliłem brodę, przystrzygłem krótko wąsy, miałem binokle565 na nosie. Przy tym ubierał mnie sam Michajłow, starając się dobierać strój do charakteru paszportu, który wydany był na imię jakiegoś kurlandzkiego barona. Michajłow przywiązywał szczególną wagę do jakiejś torebki na papierosy z żółtej palonej skóry, którą zawiesił mi przez ramię. Zdaniem jego była to rzecz, wobec której prysnąć muszą wszystkie podejrzenia agentów. Wsunął mi też do ręki jakąś laskę z herbem i koroną na rączce. Zelman przyglądał się temu i uśmiechał.
— Ja — mówił — już kilka razy zawdzięczam ocalenie śmiertelnej koszuli566. W drodze mam zawsze cały rytualny strój. Przyjeżdżam do hotelu, zaczynam się modlić. Szukano mnie kiedyś po całym miasteczku, wreszcie wpadli do mojego zajazdu. Przebiegli przez mój pokój, nie śniło im się nawet zaczepić mnie. Szukają studenta, a tu jakiś Żyd się modli. Czy może być nihilista w śmiertelnej koszuli? Śmiertelna koszula — dobra rzecz!