— Nie tam, ale do całkiem innego zakładu.

— To wszystko jedno — mówiła Wiera — mogli wydać rozporządzenie, aby aresztować każdego, kto przyjdzie z tymi fotografiami.

— Więc ma na próżno — z udanym spokojem mówił Michajłow — dopominać się pamięć o drogie rysy.

— Kto inny przynajmniej niech idzie — rzekła Perowska.

— Kogo innego wezmą, a mnie nie — powiedział Michajłow — zresztą pomyślę jeszcze.

Nie zwracaliśmy na przedmiot ten więcej uwagi. Kibalczyc zaczął jakiś długi spór z Sablinem i z wolna jego zamglone oczy rozjaśniły się.

— Jest kraj, w którym pomimo wszystko wszyscy jesteśmy solidarni i powiązani: myśl, tam jest ojczyzna człowieka. I przecież zrozumiejcie, że to jest właściwa ojczyzna — w ścisłym, dosłownym znaczeniu — myśl, poznając dziś, stwarza glebę dla przyszłych pokoleń, gdyż stwarza ich władzę nad światem. Każdy powinien mieć tam coś swego. Wszystko inne może być pomyłką. Cała Rosja może być pomyłką, Europa może być pomyłką, ale to, co tam jest, zostanie. Właściwie najpożyteczniejsze i najwydatniejsze jest to, co człowiek robi pośród gwiazd, to, co on tam wyorze, każda skiba, każda bruzda są wieczne.

— Tyś powinien wiersze pisać — rzekł Sablin.

Kibalczyc niezbyt dobrze rozumiał żarty i czuł się wobec nich skrępowany. I teraz obawiał się, czy nie ma w tym jakiejś ironii.

Sablin objął go: