Adaś wstał.

— Rodzice siedzą! — krzyknął pan Bielecki. — Tu nie komuna80, nie karczma, nie falanstera81, to jest dom. Uczcij dary boże.

— Egzamin pojutrze — rzekł Adaś — przygotowywać mi się trzeba. Chodź, Michał.

I nie zwracając uwagi na nic, wyszedł. Wymknąłem się za nim.

— Stary — rzekł — wczoraj w karty się zgrał, to i piekło robi. Chodźmy.

Wieczór był ciepły. Na głównej długiej uliczce niemirowskiej, obsadzonej drzewami, snuły się gromadki spacerujących.

Jakaś dama, gdyśmy mijali ją, pytała swego kawalera, dlaczego jedne kwiaty pachną, a inne nie pachną?

— Poznaję ojczyznę moją — rzekł Adaś i zadeklamował:

Wszystko tak, jak było,

tylko się ku starości nieco pochyliło.82