— Poszedł po wódkę — odpowiedział Wroński, patrząc w ziemię.
— Znowu? Ej, Wroński, Wroński, źle będzie.
— Sam wiem, że niedobrze, mówić szkoda — mruknął zagadnięty. — Ja bez wódki myśleć nie mogę. Żyć długo nie będę. No, to przynajmniej umierać chcę przytomny, a nie z zamąconą głową. Jak nie piję, to głowa mi się kręci i myśli są nudne jak para z wrzącej bielizny w pralni.
— A ty, jak to cierpisz? — zwrócił się Indyk do Michajłowa. — Chwalił się człowiek: „Nie dam pić, nie dopuszczę do butelki”.
Michajłow wzruszył ramionami i niechętnie rzekł:
— Taki dzień już, dziś i ja pić będę.
— Zostaw — mruknął Adasiowi do ucha Kasjanow. — Później ci powiem, nie przeszkadzaj.
Pojawił się i Kot, to jest właściwie Kotecki, i z kieszeni wyciągnął butelkę okowity85.
— Jest — rzekł — w sam raz sześćdziesiąt cztery stopnie.
Wroński ruszył się spod pieca i jeden za drugim, systematycznie, bez pośpiechu wypił trzy kieliszki. Nalał sobie czwarty i przyglądając mu się, rzekł: