— Jeszcze lepiej, z pańskiego własnego rewolweru pana zastrzelą, oszczędzi pan im kosztów — ciągnął swoje nieubłagany Zieleniewski.
Po chwili zaś dodawał:
— Można także otruć kwiatem.
— Kwiatem? — dziwił się dyrektor.
— I cygarem można otruć albo tabaką, ot, po prostu powącha pan i koniec.
— Nigdy nie biorę tabaki od obcych.
— Doskonale się zabija też kurarą109. Mam zatruty kamień w pierścionku, przechodząc, drapię pana w rękę, nibym niechcący w ścisku sygnetem zawadził. — Excusez monsieur!110 — A okazuje się, że nie excusez, a Requiem aeternam111.
— Przecież każdy nosi rękawiczki.
— Pieniądze także można zatruć — wywodził Łuka Iwanowicz. — Taka zatruta paczka banknocików, liczy pan, a z niej wydobywa się niedostrzegalny pyłek, dostaje się do nozdrzów112, do ust i fiut.
— Ludzie wygrywają przecież... — bąkał całkiem już struty dyrektor.