1
Jesienią 1869 roku znalazłem się w Petersburgu jako student wydziału przyrodniczego. Sam wybór tego wydziału był powodem nieporozumienia pomiędzy mną i ojcem. Nieporozumień tych było aż nazbyt wiele w czasie poprzedzającym mój wyjazd. Nie chcę ich wspominać szczegółowo.
Były to czasy, w których mój ojciec musiał wiele cierpieć.
Dzisiaj pamiętam, że w jego spojrzeniu, kiedy patrzył na mnie, migotał strach. Ale wtedy ja nie widziałem tego. Nie chciałem i nie mogłem widzieć.
Musiałem iść precz stąd, z domu, w którym ciągle wspominano.
Ja chciałem żyć, a ich wspomnienia nie były moimi wspomnieniami. Byłem zresztą w stadium wojowniczego ateizmu i nieustannie wywoływałem sceny, po których ciotka Emilia dostawała spazmatycznego płaczu.
Ojciec bladł, patrząc na moją haftowaną z chłopska, ukraińską koszulę.
Ja zaś uważałem siebie wtedy za Ukraińca z obowiązku.
Każdy człowiek powinien pracować dla tych, co go wykarmili. Mnie wykarmili ukraińscy chłopi, a więc...
Nie przeszkadzało to wcale temu, żem nigdy prawie z żadnym chłopem nie mówił.