Emanuel: Powiedziałbym raczej: zbyt pospieszna.

Fryderyk: Nie wiem, czy teraz dobrze cię pojąłem. Ale mniemam, że tak; zbyt pospieszną nazywam jedność, która mniema, iż samą siebie już całkiem ujęła i w przypuszczeniu tym przeciwstawia się czemuś i wyklucza, jako obce jedności.

Emanuel: Nie inaczej.

Fryderyk: Jeżeli więc kto mniema, że wszystek blask jest w cnocie, a mrok tylko i czarność w występku.

Emanuel: Kwapi159 się lekkomyślnie; wszelki występek bowiem jest cnotą nieźrałą160: gdy dojrzeje, rozkwitnie i — ukaże, czym jest i z czego, ujawni, że jest w słońcu. Nie wierzy w wielką jedność, kto mniema, że coś jest poza nią.

Fryderyk: A jak jedność określić?

Emanuel: W tym jest, w czym się kochamy: w jedności świat się kocha wszystek i ona świat cały blaskiem osłonecznia. Póki coś nam jest czarne, ciemne, martwe, póty snać nie umieliśmy zobaczyć go poprzez jedność, w niej więc nie jesteśmy.

Fryderyk: Czy tak więc mówisz: że mrok jeno mrok widzi.

Emanuel: Nie inaczej.

Fryderyk: I że cnota z występkiem są zwaśnieni bracia.