Do widzenia — kniagini, do widzenia — Eugeniuszu.

Ściskają się z Fizdejką za ręce. Obraca się ku Potworom.

A, to wy? A gdzie Der Zipfel?

I POTWÓR

Pije ranną kawę. Zaraz tu nadejdzie.

MISTRZ

Jeszcze raz: do widzenia. A co do Janulki, to najbardziej zniechęciło mnie to, że pokochałem ją najzwyklejszą tak zwaną Wielką Miłością. To już było nie do zniesienia. Wczoraj zdradziłem ją na próbę z księżną i jeszcze z kimś i nie pomogło nic. Ja nie jestem wcale taki zwykły modern arystokrata. Dawniej my dociągaliśmy się do naszych nazwisk danych nam przez prawdziwie wielkich ludzi. Dziś większość z nas pokrywa nimi własną małość, a często zupełnie zwykłe świństwo. Nie — takim nie jestem i nie będę. No — ostatni raz: do widzenia.

Idzie i siada na ziemi między Potworami, po czym strzela sobie w łeb z browninga i wywala się w tył. Słychać huk motoru aeroplanu.

FIZDEJKO

Cudowne, cudowne! O takim beztroskim poranku marzyłem już od dawna.