Tak jest, W. Ks. Wysokość! Rozkaz, W. Ks. Wysokość!
biegną za filary na lewo.
ISTVAN
przez łzy
Zaczyna pan wchodzić w rolę, panie Baltazarze.
BALEASTADAR
Cóż robić — zobaczymy, co z tego wyniknie. Jakaś dzika siła pręży mi się we wnętrznościach. Pęcznieję na stalowo. Rozpiera mnie wściekła nienawiść zupełnie bezprzedmiotowa. To zdaje się jest czyste zło. Lokaje wnoszą pniaki i siekierę i stawiają na środku. A teraz, Istvanie, odrąbiesz mi ogon — nie cierpię demonicznych efektów trzeciej klasy, nie dostosowanych do ogólnej sytuacji. Rąb — ciekaw jestem, czy mnie zaboli.
Istvan kładzie ogon Baleastadara na pniaku i zamierza się.
I LOKAJ
do II-go