I oto spełnił się mój dziewiczy sen. Idźcie na spacer, dzieci. Taka wiosna jest, jak wtedy. Zielenią się puszki na młodych gałązkach i ciepło przenika spłowiały błękit pajęcze chmurki na niebie. Idźcie i mnie zostawcie z nim samą.
Śmieje się łagodnie i cicho.
Green podaje rękę Rozhulantynie, Moryś Izi, Alfred obejmuje zmartwiałą z bólu Irenę i tak, po kolei, wychodzą w milczeniu przez drzwi środkowe
Balantyna nagle wstaje i rozpręża się rozkosznie.
BALANTYNA
Nikt niewie tego, że ja też zajmowałam się matematyką tylko i znam wszystkie problemy Tumora.
Drzwi na lewo otwierają się i wchodzi Persville. Podchodzi do Balantyny
Arthur! Arthur! Moje szczęście, moje życie, moje wszystko!
Balantyna obejmuje go w dzikim szale.