SCENA PIATA

Z lewej strony wchodzi Widmo. Bardzo jest uroczyste i poważne. Kuzyn Widma nie widzi.

WIDMO

Bo jesteś zwykłym fantastą i poetnikiem, zbłąkanym w rzeczywistym świecie.

Kuzyn odwraca się z nieistotnym przestrachem.

Nie bój się!

KUZYN

Ależ chodź, Anastazjo. Moja ukochana Ani. Nie boję się niczego. Czemuż miałbym się bać ciebie właśnie? Jesteś moja — umarła czy żywa. Nikt cię tak nie kochał.

WIDMO

Właśnie o tym chcę z tobą mówić. Czytałeś dziennik mimo mego zakazu. Przebaczam ci. To wszystko jest nieprawda. Nie to, co tam jest napisane czarno na białym, jak to mówią. Teraz dopiero widzę, jak się kłamie pisząc dziennik. Ja ciebie rozumiem i powiem prawdę: ja cię nie uznaję jako artysty. Nie ciebie właściwie, tylko w ogóle nie uznaję artystów. Może ich nie rozumiem jak trzeba, ale przyznaję się do tego otwarcie. Ja cię zawsze kochałam. Życie moje zaczęło się od tego. Ja nie chciałam być twoją. Miałam raka w wątrobie. Prosta dziedziczność po Dzięciewickich. Bardzo dobra szlachta. Ja nie chciałam cię do siebie przywiązywać. Fizycznie — rozumiesz? Nie wierzę w duchowe przywiązania.