Widział, jak ta się skrzętnie zwijała hołota;

Gdyby był na to patrzył obojętnem okiem,

Byłby się najśmieszniejszym ubawił widokiem.

Ten znosi ciężki kufer, ów beczkę pękatą,

Tamten nadstawia szaflik, ów urnę bogatą,

Jeden bieży z kobiercem, drugi z płachtą w ręku,

Ten się pieści połyskiem, ów powabem dźwięku.

Bogacz, co się nie schylił może całe życie,

Ową marność znikomą zgarnia pracowicie,

Od pracy nadzwyczajnej potu płyną strugi,