wysłuchaj mnie, Pani!
A w strasznym wysiłku włosy mu dębem stanęły. Drżał i trząsł się, jakby każdy członek żył samodzielnie dla siebie. Zdawało mu się, że się wyłania sam ze siebie, że się coś z jego duszy, z jego najgorętszych pragnień, najwścieklejszych żądz i tęsknot poza nim kształtuje, ciałem się staje.
Rozległ się straszny grzmot, jakby jakaś planeta oberwała się i runęła na ziemię — zerwał się wściekły orkan wichru, piekielne chichoty i wycia szarpały mu mózg na strzępy i naraz widzi w strasznym przerażeniu, jak się wokół zwierciadła tworzy świetlista mgła, krąży, wiruje, przetwarza się w kształty; coraz jaśniej rysują się linie i zarysy, krągłą się, nabierają ciała, tętnią krwią, dyszą ciepłem i żarem życia...
Fala błyskawic zapieniła się i opadła w ciemnej komnacie, piorun uderzył w olbrzymie zwierciadło, rozległ się krzyk, a na szyję opadła mu w namiętnym, dzikim rozpasaniu ta, której szukał, której pragnął, dla której duszę swą zaprzepaścił...
O nocy szałów i błędnych upojeń!
Przeraził się tych snów.
Nie poznawał sam siebie; więźby i spójnie jego duszy rozluźniały się, pękały; nic go już nie obchodziło, żył tylko w swoich potwornych snach, a w rękach miął, ściskał czerwoną wstążkę, którą były przepasane kwiaty, dawno już powiędłe.