Nagle postanowił wyrzucić ją z serca, nigdy już o niej nie myśleć, wyrzucić kwiaty i wstążkę, i węża, by mu jej nie przypominały.

Ale gdy nadszedł mrok, pobiegł przed dom, w którym mu wczoraj znikła, i czekał...

Ujrzał ją wreszcie, jak wyszła z bramy, — obejrzała się dookoła — nie zobaczyła go.

Szedł za nią.

Skradał się, by jej nie spłoszyć, by mu nagle z oczu nie zniknęła, zaledwie śmiał oddychać — szła szybko, jakby czuła, że ktoś za nią idzie — coraz szybciej; wśród mrocznej alei rozkwitłych akacyj58 migotała jej jasna suknia — był już pewien, że ją z oczu straci i naraz podbiegł ku niej, stanął naprzeciw niej, wpół nieprzytomny, nie wiedząc, co robi...

Stanęła przestraszona i patrzała na niego niemym wzrokiem...

— Bałem się, że panią z oczu stracę — szepnął wreszcie — biegłaś pani tak szybko...

Odetchnął z trudnością i zamilkł.

Szli wolno obok siebie.

Odzyskał równowagę: