Wskazuje na biurko.

HELENA

Byłabym się dowiedziała? Od ciebie? Od ciebie? Gdyby się Zdżarski nie był przypadkowo wygadał, nicbym nie wiedziała. O wstydź się, wstydź, jakiś ty nikczemny! Za kilka tygodni masz wziąść ślub z tą — z tą panią, a słowaś mi jeszcze o tem nie wspomniał. Bałeś się, co?...

MLICKI

chodzi po pokoju z udanym spokojem.

Więc do rzeczy. Miło mi bardzo, że o wszystkim wiesz i oszczędziłaś mi długich wyjaśnień... przeciągle, ja wyjaśnień strasznie nie lubię...

HELENA

z wzrastającym oburzeniem.

Boś nędzny tchórz! krzyczy, na coś grał tę nędzną komedyę? Śledziłeś każdy mój ruch, chciałeś wyzyskać chwilę, w której byłabym przystępną dla twoich wyjaśnień. Ha! ha! Szukałeś sposobności, żeby wszystko powiedzieć, a nie odważyłeś się na to... nie odważyłeś się na to, żeby twojej dawniejszej kochance powiedzieć „kocham inną” — a kłamałeś — kłamałeś bezustannie! O! Jak ty nędznie kłamałeś!

MLICKI