KINGA
wstaje wyniośle.
MŚCISŁAW
Cóż znowu, księżniczko? Padło znowu jakieś niebaczne słowo, którem cię uraziłem?
KINGA
patrzy na niego hardo i milczy.
MŚCISŁAW
Wybaczcie, raz jeszcze, wybaczcie — wyraziłem się nieoględnie — mówiłem o sierotach, a wyście możniejsi od najmożniejszych możnowładców... Przecież ja wiem, wiem, żeście pragnęli Leszka ujrzeć, jego widokiem się nacieszyć, przypomnieć sobie lata dzieciństwa z nim razem na dworze jego i mego ojca spędzonych — i dlatego sprowadziłem go na mój dwór.
KINGA
surowo.