Ja niczego nie pragnę, jak tylko ci służyć, księżniczko; nie znam większej rozkoszy, jak rozczesywać twoje cudne włosy, splatać ich przepych w długie warkocze, przebierać twą smukłą postać w kosztowne szaty — poić moje oczy twą pięknością, którejby nawet najwytworniejszy truwer opisać nie był w stanie.
KINGA
przerywa.
Na co mi się moja piękność zdała?!
WITA
Serce mi się kraje, gdy widzę, jak z waszych kwitnących jagód wszystka krew spełzła, jak gwiazdy waszych oczu blask tracą, i jakby mgłą zachodzą...
KINGA
Dla kogoż mam być piękną? Raz już miesiąc się obrócił, a przez cały ten czas, który wiecznością bólu i rozpaczy mi się wydaje, ani razu do mnie nie podszedł — unika mnie, usuwa się z mojej drogi; gdym raz w obłąkanym bólu wybiegła mu naprzeciw, by go zapytać, co jego serce odemnie odwróciło, udał, że mnie nie widzi i szybko znikł w zamku... Wito! Wito! Jak to boli!
WITA
ponuro.