O, qualis artifex pereo!384
Sam wariat, byłbym był został istotnie świetnym psychiatrą. Przez całe życie wgrzebywałem się w te nieznane, opętane, obłąkane, wariackie stany duszy człowieczej, że mimo woli musiałem się poniekąd obłędem moich bohaterów zarazić, a dziwne: wielki Forel385, dla którego żywię jak najgłębszy szacunek, wyspowiadał się przed swoimi słuchaczami z tej samej „zawodowej” choroby:
Moi-même, je suis absolument fou!386
Ale dosyć tych jowialnych wynurzeń — teraz już całkiem na serio.
W tym wszystkim tkwi jedna z najgłębszych koncepcji myśli ludzkiej, która od kilku tysięcy wieków ludzkość trapi, wprawdzie tylko w najgłębszych, okultystycznych objawieniach:
Androgynizm!
Najstraszliwszą może męczarnią, jaką Bóg człowieka po jego „upadku” ukarał (jakie niesłychane, przedziwne tajemnice kryją się w czelustnych kryjówkach biblijnego opowiadania o grzechu pierworodnym!) — to było rozszczepienie płci, spolaryzowanie jej na męski i żeński biegun.
Taki Gaurisankar udręki dla rodu ludzkiego tylko jeden Bóg był w stanie obmyślić.
Człowiek był przed oskorupieniem się tu na ziemi androgyną — kobietą i mężczyzną zarazem (drwinki Platona w jego Symposion są tylko chytrą obsłonką najgłębszej prawdy okultystycznej, której zdradzić nie chciał ani nie mógł; wielki kabalista, jeden z najprzedniejszych mistrzów różokrzyżowców, Kunrath, zbadał tę tajemnicę, znał ją zapewne Hoene-Wroński387; może ten androgynizm jest tą tak rozpacznie poszukiwaną tajemnicą dwudziestej drugiej karty Tarota388) — do mnie zaleciał na jeden błysk sekundy pyłek tej świadomości androgynicznego bytu z jakiegoś tajemniczego, międzyplanetarnego świata i jąłem bełkotać onej nocy, kiedym powrócił z pierwszej mej wizyty u Oli Hanssona:
I czemu kocham kobietę?