Widział kto słowo? Pewno, że byli ludzie, którzy je widzieli, niezadługo pokaże nam fotografia, jak ono wygląda, ale na ogół jest słowo słowem i niczym więcej. A tymczasem słowo jest rzeczą istniejącą, działającą, raniącą, kojącą — to przecież nie słowo, które dziecko pieści, ale kochający fluid tego słowa, nie słowo rani, ale ukryta w nim jadowita dusza słowa. Słowo jest skorupą, którą można hieroglifem uwidocznić — najlepszy dowód, że słowo jest poniekąd rzeczą, jeżeli w ten sposób się objawia — ale ten hieroglif, nierozwiązalnie spętany z mówionym słowem, zdradza duszę słowa.

Weźcie alfabet hebrajski, a z zdumieniem dowiecie się, że alef — to piersi, a bet — to dom, a gimel — to pełnia itd. Dowiecie się dalej, że alef to równocześnie powietrze — mem — woda, a schin — ogień — a dwudziestudwóm głoskom nadał Bóg formę i różnoraką tajemniczą postać, a gdy zaś głoski te jął kombinować w najrozmaitszych permutacjach, stworzył Bóg duszę wszystkiego, co ma być stworzone i co już jest stworzone. Tak poucza Sepher Iesira, pierwsza księga KabbaliMaassa Bereschith.

Kto znał znaczenia głosek, kto umiał kombinować je w słowa tak, żeby się stały twórczymi fluidami, ten mógł się słowem posługiwać jako prośbą, która niebiosa przebija i przed tron Boga się dostaje, lub niszczącą klątwą, która stokroć razy gorsze choroby wywołuje aniżeli miriady mikrobów.

A jasnowidząca czarownica znała duszę słowa, tej biednej skorupy, którą język, podniebienie lub zęby kształtują, i umiała się nią posługiwać — zresztą posiadała w tym względzie ogromną tradycję.

Już pierwsi demonolodzy, którzy specjalne dzieła o czarownicy i czarach pisali, mówią o stowarzyszeniu czarownic i czarodziejów — tych jest względnie mało, bo na jednego mężczyznę przypada co najmniej sto kobiet — jako o ściśle zorganizowanej sekcie — illa nefandissima secta — a lata, w których z gwałtowną szybkością sekta ta po całej Europie rozszerzać się rozpoczęła, przypadają według ich spostrzeżeń na początek XIV wieku.

Do tego czasu nie ma rzeczywiście śladu czarownic; wprawdzie było mnóstwo procesów o czary — znano już wtedy czarowanie za pomocą woskowych figurek — papież Jan XXII wydał aż trzy bulle, przeklinające czarnych magów, którzy na jego życie czyhali: znano również mnóstwo uroków, za pomocą których czarodzieje i nekromanci operowali, ale właściwa czarownica pojawia się dopiero między 1300 — a 1350 rokiem i po raz pierwszy wynurza się w tym czasie słowo sabat — szatańska synagoga czarownic; w tym to czasie znachodzą496 się pakta czarownicy z szatanem i w tych latach ustala się cała liturgia szatańska na sabacie.

Usilne, nowoczesne badania stwierdziły, że na ślad czarownic, jako już poniekąd zorganizowanego stowarzyszenia „wrogów ludzkości”, trafiano po raz pierwszy w południowej Francji i to w czasie, kiedy po krwawych walkach z potwornym okrucieństwem, zażartą nieludzką krwiożerczością niszczono resztki sektę katarów, sektę albingensów, która przez dwa stulecia była tak groźna dla Kościoła Katolickiego, jak nie była nią nawet Gnoza w pierwszych trzech stuleciach po Chrystusie. Zniszczona jeszcze w okresie pogańskiego wszechwładztwa, odżyła na nowo w potężnej nauce boskiego Mani, dostała się przez Konstantynopol do Bułgarii, gdzie otrzymała nazwę bogumilców, a stąd rozprzestrzeniła się przez Hiszpanię, północne Włochy, a główną, najważniejszą i najgroźniejszą twierdzą i ostoją stała się dla niej południowa Francja z wszystkimi jej bogatymi i kwitnącymi miastami, z wszystkimi warownymi zamkami i twierdzami — a otoczona czułą i troskliwą opieką książąt Raymondów swobodnie rozwijać się mogła.

Sekta ta przyjmowała dwóch równie potężnych i równie odwiecznych bogów, jednego, który w niewzruszonym majestacie panuje nad światem niebieskim, który nigdy nie zniechluił się jakimś tam tworzeniem tak nędznego tworu, jakim jest ziemia, drugim zaś bogiem — to ten, który owładnął ziemią i wszechwładnie nad nią panuje — Czarny Bóg, czyli Szatan. Zwolennicy tej sekty byli zaciekłymi wrogami Kościoła Powszechnego, nie uznawali żadnych sakramentów, prócz Chrztu a przede wszystkim wykpiwali niemiłosiernie sakrament Pokuty, Ciała i Krwi Pańskiej, nie uznawali zupełnie boskości Chrystusa; a Matkę Boską spotwarzali niechlujną nienawiścią. Jehovah Starego Testamentu, którego z wzgardą odrzucali, był dla nich podłym oszustem, najwyższej pogardy godnym kłamcą i krwawym oprawcą. Jedna księga w Starym Testamencie tylko znalazła w ich oczach łaskę — to księga Job, a z Nowego Testamentu najwyżej cenili listy apostoła Pawła i na niego zawsze się powoływali, właśnie na tego apostoła, który, jak to z jego listów wynika, o historycznym Chrystusie, zdaje się, nic nie wiedział, jak również nic o ewangeliach, bo jednego słowa z nich nie cytuje.

Sekta ta, która powstała na gruzach dawno już zamarłej gnozy, była niewątpliwie w posiadaniu ezoterycznych tajemnic, przeznaczonych li tylko dla wybranych i żyjących jedynie w ustnej tradycji. A ktokolwiek zajmował się choć trochę starożytnymi misteriami, które najwyższy może rozkwit znalazły w gnostycznych kultach i kulcie Mitry, wie, jak olbrzymią rolę odgrywała w tych misteriach wszelkiego rodzaju magia, a że ona „białą” nie pozostała i z natury rzeczy musiała się przerodzić w najczarniejszą z czarnych, o to postarał się Kościół swoimi nieludzkimi prześladowaniami, w rozpasanej zwierzęcości prześcigającymi o całe niebo prześladowania chrześcijan za czasów najwięcej krwiożerczych Cezarów. Włosy na głowie stawają z przerażenia, z jaką potworną, rozjuszoną furią szalał Kościół przeciwko wyznawcom Mani, a całkiem zrozumiałe, jak zaciekłą, nieubłaganą nienawiść, jakie rozbestwione pragnienie zemsty wywołało to prześladowanie w tych rozbitych resztkach, kryjących się w niedostępnych pieczarach górskich, jaskiniach, do których dostęp nawet dla oczu tak przebiegłych psów gończych, jakimi byli zbiry Świętej Inkwizycji, nie był dostrzegalny.

Pisma katarów zostały doszczętnie zniszczone, ale żadna siła nie zdołała zniszczyć ustnej tradycji, ani ezoterycznych tajemnic, których już przed ciekawością wyznawców ustrzec nie zdołano, ani nie chciano, bo tajemnicami tymi osłonięte były magiczne środki, przechowywane od najdalszego zarania ludzkości, a które teraz stały się straszną bronią odwetu i pomsty.