A tę ludzkość czeka jedno olbrzymie odkrycie: tej tajemniczej siły astralnej, niewidzialnej, zaledwie przeczuwalnej w promieniach radioaktywnych i röntgenowskich, a wtedy cały okultyzm przestanie być okultyzmem i problem czarownicy tak samo rozwiązany zostanie, jak transmutacja metalów — a sabat nie będzie stanowił większej zagadki od stworzenia kamienia filozoficznego.

XXIII

Owocem tych moich, poonczas bardzo jeszcze pobieżnych demonologicznych studiów była obszerna broszura: Synagoga Szatana503 — i od tego czasu przylgnął do mnie przydomek satanisty!

Ten „satanizm” rozsławił moje nazwisko, a raczej osławił niesłychanymi anegdotami. Raz zrobiono ze mnie przecież hierofantę jakiejś sekty satanicznej czy też paladystycznej, utrzymywałem ponoć bliskie stosunki z miss Dianą Vaughan i Leonem Taxilem504 i byłem oczywiście uczestnikiem „czarnych mszy” i powiernikiem samego Baphometa, i znalazł się nawet w Niemczech, swoją drogą bardzo poczytny, pisarz Landau, który w swej powieści uwiecznił mnie jako prowodyra sekty lucyferianów.

Jakie to wszystko niepojęte w swej potwornej głupocie! a może tylko system ogłupiania z strony krytyków ich czytelników, brudne Te Deum obłudy, fałszu i kłamstwa tych, którzy tak gwałtownie ubić mnie pragnęli.

Bo czym był w istocie samej ten mój satanizm, który może najsilniej ujawnił się w mojej młodocianej powieści Dzieci Szatana, pisanej w tym samym czasie, w którym pisałem De profundis, Na drogach duszy, Synagogę Szatana i ostatni tom Homo sapiensW Malströmie?

W czym polega ten mój „satanizm”?

Ducha buntu, Prometeuszowego ducha, który jest patronem i godłem wszystkich duchów wolnych, niedających się wepchnąć w jarzmo tego wszystkiego, co dla społeczeństwa jest pożyteczną i jedyną prawodawczą normą, niedającego się pętać kajdanami ciasnego, rachitycznego dogmatyzmu, a spragnionego coraz wyższego doskonalenia się — oczywiście kosztem urzędowej etyki — wprowadzenia ducha ludzkości na słoneczny dzień Wolności — nazywają urzędowe kościoły Szatanem, Lucyferem, Baphometem (czytaj odwrotnie, a otrzymasz: tem. o. h. p. a., to znaczy templum omnium hominum pacis abbas: templum — zakon templariuszy505), otóż tymi symbolami posługują się twórcy, którzy wywracają dogmaty, a przynajmniej zapuszczają się w dzierżawy, przeobszerne dzierżawy duszy ludzkiej, wyklęte najsroższymi anatemami506 i interdyktami507 dogmatyzmu.

Ten mój „satanizm” to nie tylko to huysmansowskie A rebours, ale na wskroś rodzime, polskie liberum veto, tylko nie to veto spodlonego warcholstwa, ale to szczytne, gejzerem ukropu buchające Mickiewicza:

Ja wydam Tobie krwawszą bitwę, niźli Szatan,