I ten mój „satanizm” przedstawia się w Mickiewiczowskiej parafrazie nauki Boehmego w ten sposób:

Jedna z iskier, wychodząca z mrocznego ośrodka Bóstwa, wyniosła się do stanu płomienia, a płomień ten tworzył indywidualność silną, anielską lub archanielską itd. Jedna z tych indywidualności, stanowiąca część integralną Bóstwa, mająca zatem wolną wolę, uczyniła, gdy przyszła do apogeum swej siły, akt przeciwny Wszechogółowi Stworzenia, chciała się sama miast Boga stać ośrodkiem stworzenia. Ten to Duch, mający jak Prometeusz przeświadczenie swojej siły, nie chciał jej podać Wszechogółowi i stał się w ten sposób jego wrogiem — Szatanem. Szatan jest twórcą widzialnego świata, a świat ten jest wynikiem działania „Buntu”. Źródłem powstania tego świata jest wolna wola duchów, zrywających jedność z Bogiem przez pychę: wolna wola, którą te duchy posiadają, jako części integralne, emanacje ducha Bożego. Idee, które zapragnęły stać się Absolutem, popełniły grzech pierworodny. Byt materialny jest zatem wynikiem grzechu pierworodnego — a życie grzech ten winno zmazać.509

Bunt dał początek Materii.

A sprawcą tego Buntu był Szatan!

Dlatego gnostycy510 uważali Boga Starego Testamentu za niższego Eona, Demiurga lub wprost Szatana.

I do tego Szatana, twórcy świata materialnego, Prometeusza Hellady, którego Byron pierwszy wywlókł z ciasnoty dogmatycznej w Kainie, modli się i Baudelaire, i Verlaine, a triumfalnym krzykiem do tego dobroczyńcy ludzkości i opiekuna wszelakiego wyzwolenia bucha wspaniały hymn Carducciego511:

Salute, oh Satana!

O rebelione,

O forza vindica

De la ragione!