Mikromania! A może i nie! Z najgłębszym uwielbieniem korzę się przed Otokarem Brzeziną, z głębokim szacunkiem odnoszę się do Zeyera; drogim, ukochanym druhem jest mi Jerzy Karásek, z którym przed paru laty dużo długich godzin razem spędziłem w takim serdecznym porozumieniu, jak rzadko z którym artystą; nieskończenie drogi mi jest Arnost Procházka, z którym prawie przez ćwierć wieku w stałym, dla nas obojga niezmiernie płodnym kontakcie pozostawałem; klęczę z głęboką miłością nad mogiłą twórcy Prostibolo duše Hlavačka, składam cześć Stanisławowi Neumanowi, który miał odwagę drukować Synagogę Szatana — austriacka cenzura pozwoliła mu zaledwie jedną dziesiątą część wydrukować — a pominąwszy wszystko, co mnie osobiście z bogatą, hardą, dumną i w poprzek istniejącym kanonom młodą sztuką Czech wiąże, mam Czechom do zawdzięczenia, że przez nich dowiedziała się Polska, iż istnieje jakiś Polak, wprawdzie piszący na razie po niemiecku, ale podkreślający z jak największym naciskiem w listach do swoich współpobratymców, że jest tylko Polakiem, a posługuje się niemieckim językiem, by móc wyżyć, bo w Polsce samej nie było dla niego miejsca.
A miejsca tego nie znalazło się dla mnie nawet w pięć lat później, gdym do Polski zjechał.
I tak się zdarzyło, że przebywał poonczas w Pradze młody literat polski, Maciej Szukiewicz522. Jakąż ciężką przykrość mi sprawił, gdy pierwszy list, który do mnie wystosował, napisał w niemieckim języku, boć pewno myślał, że należę do tych licznych renegatów, od których wtedy Wielkopolska się roiła.
Byłem szczęśliwy, że mogłem mu po polsku odpowiedzieć, iż jestem rdzennym Polakiem, a piszę po niemiecku jedynie dlatego, by w jakiś sposób koniec z końcem związać.
I odtąd nawiązała się między nim a mną serdeczna korespondencja. W kilkunastu listach namawiał mnie, bym do Polski powrócił, ale nie mógł podać możliwości zarobku dla artysty, którego przyszłość w Polsce zbyt czarne nadzieje rokowała.
Paderewski ogłosił poonczas konkurs na najlepszy dramat współczesny — poczciwy Szukiewicz przetłumaczył Dla szczęścia — i aczkolwiek jestem mu bardzo zobowiązany za jego trud — przetłumaczyłem go ponownie sam, ale to na nic: Dla szczęścia nie uzyskało nawet mention honorable — ponoć nawet nie było czytane. Zaczarowane koło Rydla wyparło poza nawias mój biedny dramacik.
I już teraz, kiedy Szukiewicz w kawiarni Turlińskiego mógł wszem wobec dać bliższe wieści o Przybyszewskim, jako że jest Polakiem, a tylko z musu posługuje się językiem niemieckim, kiedy jął tajemniczo opowiadać o grozie De profundis i o Dzieciach Szatana i Synagodze Szatana, rozpoczęły do mnie napływać listy z Krakowa, a między innymi rozkoszne swoim rozmachem, bolszewickim rozpędem nieokiełznane, nieskładne, na ciężki ból zębów chorujące listy Neuwerta-Nowaczyńskiego.
Pisane na świstkach papieru, pełne wykrzykników, a takie drogie i takie w całej swej rozhukanej naiwności dobre i serdeczne!
Co za olbrzymia szkoda, że tych listów nie posiadam! Może w żadnym jego tworze nie ujawniła się tak kochana dusza Adolfa, jak w tych młodzieńczych, „wściekłym” entuzjazmem płonących i listach dwudziestoletniego chłopaka.
Z jaką miłością ja te jego listy czytałem — próbował nawet przetłumaczyć moje Wniebowstąpienie, ale to tłumaczenie było pod psem — natomiast analiza Dzieci Szatana całkiem doskonała: w zachwyt wprowadził go tytuł jednego rozdziału „Król Nowego Syjonu”.