To mnie już jęło boleśnie intrygować, bo przychodziło mi na jedną książkę, na jaką z upragnieniem czyhałem — miesiące całe czekać.
A nagle jednego dnia przy stoliku, przy którym zamówione książki się odbierało — donośny głos bibliotekarza:
— Thaddäus Miciński — hier: „Geschichte des Teufels” von Roskoff.
A równocześnie zwrot mojej kartki z zamówieniem:
— Herr Przybyszewski — „Geschichte des Teufels” von Roskoff soeben ausgeliehen.
A o tego Roskoffa tak mi strasznie chodziło — tak mi ten Roskoff był potrzebny.
Spojrzałem w stronę Micińskiego, który się z miejsca nie ruszył, tylko z dobrotliwym, ciekawym uśmiechem mi się przypatrywał.
— Tak panu zależy na tej książce? — zapytał po polsku.
Byłem zdumiony, że ktoś w Bibliotece Państwowej w Berlinie przemawia w języku polskim.
— Pan Polak? — (moje radosne zdziwienie!)