Nagle Miciński znikł — dłuższy czas się nie pokazywał — zaniepokojony poszedłem do jego mieszkania: wyjechał, ale dokąd, nikt nie wiedział.

W międzyczasie poczęły wiać rewolucyjne prądy w Polsce. Z Wiednia przyjechał Ludwik Szczepański, wychowaniec Hermana Bahra, wielbiciel Altenberga i całego Jung-Wien, i jął budować podwaliny pod Młodą Polskę w tygodniku „Życie”528.

Widocznie już wtedy poczęło moje nazwisko być w Krakowie znane — głównie może dzięki niezmiernie sympatycznej serii artykułów pani Zofii Daszyńskiej529, z którą często w Berlinie się widywałem, kiedy w Akademii Humboldta wygłaszała zarys nauk społecznych; widocznie i Ludwik Szczepański dowiedział się, że niczego tak nie pragnę jak tylko tego, by mi jakieś pismo w Polsce otwarło gościnne łamy — dość, że otrzymałem od niego gorące zaproszenie, bym wziął współudział nie tylko jako pracownik w jego piśmie, ale i jako doradca.

Och, jak gorąco mnie to zaproszenie uradowało!

Teraz zapadło we mnie niezłomne, radosne, a równocześnie trwożne i nieśmiałe postanowienie: „Odtąd będę pisać wyłącznie po polsku!”

A było to śmiałe postanowienie: wprawdzie znałem doskonale literaturę polską — w niewielkiej, ale zasobnej bibliotece mego ojca znalazłem już od małego dziecka aż nadto obfity karm, który chciwie pochłaniałem — i naszą klasyczną Trójcę, Kraszewskiego oczywiście, Czajkowskiego, Korzeniowskiego — ba! nawet Libelta i Cieszkowskiego; moje wakacje gimnazjalne wypełniała bezustanna lektura tych bezcennych skarbów, ale od całego długiego szeregu lat nie miałem języka polskiego w użyciu, ani w Berlinie, gdziem się głównie w kołach niemieckich obracał — polskich nie było poza wegetującym Stowarzyszeniem Studentów Polaków Wielkopolski, w której, jak wiadomo, kaleczono poonczas boleśnie język polski — a w Skandynawii miałem sposobność tylko parę razy mówić z Polakami. Brak książek polskich i polskich czasopism dawał mi się bardzo przykro odczuwać; raz po raz widziałem z zdumieniem, jak język polski niesłychanie się rozrasta, pięknieje, w niepojęty sposób się wykształca i bogaci, bom znalazł gdzieś tomik poezji Tetmajera, a Miriam nadesłał mi podówczas Na wzgórzu śmierci i Krzak dzikiej róży Kasprowicza oraz swój własny przepiękny tomik poezji: Z czary młodości, i zląkłem się, ażali530 ja potrafię takim językiem pisać.

Spróbowałem — z początku nieśmiało: szło to trochę opornie, a nagle, jak gdybym się z jakiegoś długiego snu przebudził, zrozumiałem jedną rzecz:

Ja, mimo że język niemiecki do tego stopnia opanowałem jak żaden z Polaków przede mną — to śmiało mogę twierdzić — zrozumiałem nagle z wielkim zdumieniem, że nigdy nie doszedłem do tego, by po niemiecku myśleć: wszystko, co w niemieckim języku pisałem, było tylko niesłychanie szybkim tłumaczeniem polskiego tekstu — tego wszystkiego, com w polskim języku myślał — polska myśl przyoblekała się z zawrotną szybkością w obcą szatę. A ponieważ te przyobłóczyny odbywały się z tą niepojętą szybkością, miałem nawet sam wrażenie, że piszę po niemiecku, kiedy ja tylko na język niemiecki tłumaczyłem.

Tłumaczenie Szukiewicza mego dramatu Dla szczęścia, który to dramat radził mi poczciwy pan Maciej posłać na konkurs dramatyczny imienia Paderewskiego, wydało mi się bardzo nieudolne.

Sam je przetłumaczyłem: to tłumaczenie to mój pierwszy utwór polski. Jak głęboko musiała tkwić polskość w krwi mojej, jeżeli śp. pan Chmielowski tę pierwszą próbę moją pisania po polsku ocenił słowy: „Władcą jest Przybyszewski języka polskiego, ale zarazem i jego tyranem”.