A przecież na to tylko mózg i zmysły — złośliwe, kłamliwe, przy tym bardzo liche narządy, okłamujące i okpiwające nas narządy, bo inaczej istotna prawda musiałaby nas rozsadzić.

I na to tylko istnieją zmysły i mózg, aby człowieka ustosunkować do jego „zewnątrz”, i aby go „prawda” rozsadzić nie zdołała, dusza — „naga dusza” — dozwala człowiekowi li tylko na wyjątkowe momenty, w których mu istotę i prawdę ujawnia — chwilę, momenty, które człowiek nazywa natchnieniem — a źródłem tego natchnienia, to właśnie to, co nagą duszą nazwałem, duszą, która nie potrzebuje ani zmysłów, ani mózgu, by móc się przejawić.

Ukończyłem wędrówkę po obcym świecie, a i nic więcej nie mam do powiedzenia o drodze, którą dusza moja kroczyła.

A kończąc tę część drogi, którą odbyłem, zaczem do Polski przywędrowałem, cóż mi więcej nad to powiedzieć, com już powiedział w wstępie do mego Krzyku?

Posłuchajcie:

Jestem tylko meteorem, który na chwilę zabłyśnie, na chwilę ludzkość straszy i przeraża, a potem nagle niknie — a szczęśliwy jestem, że tym przeświadczeniem żyję.

Droga, meteorom wyznaczona, jest miliard razy dłuższa aniżeli zwykłym gwiazdom. Te ostatnie jawią się w ściśle obliczonych czasach — nie chciałbym być gwiazdą! Być meteorem, to istotna moja tęsknota: zniszczyć na swej drodze kilka światów, roztopić je w sobie, wzbogacić się nimi i po miliardach lat znowu powrócić, stokroć razy gorętszym blaskiem rozpłonąć, wieścić nowe przemiany i wywody i znowu zniknąć — to, co w moich najkosztowniejszych snach przeżywam...

Niech zgasnę — czym prędzej zgasnę, bym mógł tylko w wzmożonej potędze powrócić...

A wrócę — wrócę!

Tom drugi. Wśród swoich