Poznańskie z wszystkich sił opierać się zdaje — zbyt głęboko tkwią w Poznańskiem pruskie tradycje — a nie ma w Poznańskiem jednego człowieka, obdarzonego jaką taką inteligencją, który by nie był przed wszechświatową wojną patrzył z ciężką trwogą na przyszłość Poznańskiego.
Ile razy ja to słyszałem: jeszcze lat pięćdziesiąt, a Poznańskie doszczętnie się wynarodowi — za słabe były moralne i materialne siły Poznańskiego, by móc podjąć jakąś skuteczną walkę z tak przemożnym wrogiem jak Prusy; a zwłaszcza gdy zostały ustanowione antypolskie prawa, które wprawdzie na chwilę podnieciły Poznańskie do rozpacznego oporu i do ostatnich, istotnie bohaterskich wysiłków, by pruskiej nawale jakąś tamę przeciwstawić, ale i ten ostatni, Pyrrusowym zwycięstwem cieszący się opór, byłby niechybnie niezadługo przełamany.
Wśród społeczeństwa poznańskiego roiło się od sprzedawczyków, którzy ojczystą ziemią frymarczyli — do tego stopnia zatruł już prusacyzm duszę polską; pełno było denuncjantów najpodlejszego gatunku, Judaszów, którzy za parę srebrników nawet swoich przyjaciół rządowi pruskiemu sprzedawali.
I gdyby tu jeszcze chodziło o „germanienie”, jak Konopnicka śpiewa, byłoby jeszcze pół biedy. Dusza czysto germańska nie byłaby w stanie w tak haniebny sposób z ujarzmionym narodem się obchodzić, a nawet kto wie, czyby go ujarzmić chciała, ale tu o co innego chodziło: o plugawe sprusaczenie. Poznańskie nie miało do czynienia z rasowymi Germanami, li tylko z Prusakami, a to stanowi wielką różnicę.
Czysty Germanin ma swoje cnoty — znajdziecie go w coraz to czystszej formie, im dalej się od Prus odwrócicie, a więc w Bawarii, Nadrenii, Wirtembergii — i on nie byłby w stanie duszy polskiej tak zepsować, jak to zdołał uczynić bastard Prusak.
Nie zgermanienie groziło Poznańskiemu, ale plugawe sprusaczenie, może więcej jeszcze znienawidzone w czysto germańskich osiedlach, jak u nas w Polsce.
Niczym jest „Prusak” w Polsce wobec bawarskiego wyzwiska: Saupreusse!
Poznańskie wypiera się dziś tego wpływu; mocą swego materialnego bogactwa chełpi się tym, że jest fundamentem Polski; po kryjomu, po cichu, ale niemniej silnie nurtują w Poznańskiem antypaństwowe prądy; Poznańskie chciałoby stanowić odrębną Polskę, a co najmniej zostać autonomicznym państwem w państwie:
Otóż to skutki jadu, który Prusak w rdzennie polski organizm zaszczepił.
To, co polskiej duszy jest obce: bałwochwalstwo dla pieniądza i materialnej potęgi, rozwielmożniło się w duszy poznańskiego Polaka do tego stopnia, że gardzi głupim „Galicyjokiem”, który jest „dziadakiem”, a którego państwo „na wyżerkę” do Poznańskiego wysłało; — aż nazbyt dobrze pamiętam te czasy, kiedy Galicjanie, wysłani do Poznania już to jako urzędnicy lub nauczyciele, nie mogli znaleźć dla siebie mieszkania w Poznaniu, chociaż było jeszcze wtedy mieszkań pod dostatkiem.