Gospodarz klasy był nim widocznie wysoce zażenowany, a nawet silił się mu gimnazjum tak uprzykrzyć, by się z niego czym prędzej wyniósł.
Najwspanialszym środkiem pedagogicznym w Prusach była naonczas chłosta cielesna, a przy każdym zająknięciu się — bicie po twarzy.
Tego środka wypróbowywał gospodarz klasy najczęściej na nieślubnym dziecku akuszerki.
Dawno mnie to już oburzało i z coraz większą sympatią poczynałem zerkać ku mojemu, o pięć ław oddzielonemu, towarzyszowi.
Na początku roku pytał się profesor:
— Twoje nazwisko?
— Gdyka.
— Ojciec twój?
— Jestem nieślubnym dzieckiem, więc ojca nie mam.
Dziś jeszcze czuję zaparty oddech całej klasy.