Stąd pewno to wieczne żegnanie w chwale „cierniowej korony” w całym moim tworze.
A w zmroku wyłania mi się postać mej matki — tak drobnej i wątłej, że zdawałoby się, iż żadnego trudu nie zniesie — a wątpię, czy by zdołała jakaś niewiasta przeżyć do późnego wieku to, co ona przeżyła i zniosła — wyłania się jej postać nad odwiecznym klawikordem i śpiewa słabym, dla mnie seraficzną pięknością przepełnionym głosem:
Blade kłosy na odłogu
Jak sieroty twarz,
Pójdę, powiem Panu Bogu,
Że to zagon nasz.
Prosząc o deszcz bezustannie
Wyprosiłam grad,
Pójdę, powiem Marii Pannie,
Że już dosyć strat...22