tym kamiennym, ślepym przerażeniem...
I otóż właśnie: bardzo rzadko staje się ten straszliwy ON osią rozpędową tworu artysty i zasadniczą jego istotą, jak u Kasprowicza i u mnie: stąd to jego i moje odporności wobec wpływów tych wszystkich, skądinąd wielkich artystów, w których tworze ta najgłębsza i bolesna konieczność Bytu się nie uświadomiła.
Inaczej wszystko przeżywaliśmy — Kasprowicz bez porównania głębiej i szczerzej aniżeli ja, i w swoich Hymnach znalazł bez porównania potężniejszy wyraz dla swej „tęsknicy” i „ślepego przerażenia” — ale podkład jego i mego tworu jest ten sam.
Szli na „pustynię” średniowieczni mistycy, a Boga samego nazwali „wielką pustynią” — najwyższym ich szczęściem było, gdy ich ta „pustynia” w siebie wchłonęła. I on, i ja poszliśmy — innymi drogami wprawdzie — na naszą „pustynię”. A naszą wielką pustynią była ta „tęsknica”, to „kamienne, ślepe przerażenie” — nie słyszeliśmy ostrzegającego głosu Zarathustry-Nietzschego: — Die Wüste wächst, weh dem, der Wüsten birgt289 — bośmy musieli posłuchać innego głosu:
I była tam nade mną ręka Pańska, i rzekł do mnie: „Wstawszy, wyjdź w pole [pustynię], a tam się z tobą rozmówię”.
A tak wstawszy, szedłem w pole [pustynię], a oto chwała Pańska stała tam, jako chwała, którąm widział u rzeki Cheber, i upadłem na oblicze moje.
(Ezechiel 3, 22, 23.)
A ta chwała Pana, którą on i ja znaleźliśmy, to ta zabójcza „tęsknica” i to „ślepe, kamienne przerażenie”; a znamienne, że właśnie w tym czasie, kiedy i Barbey d’Aurevilly, i Huysmans przypuszczali szturm do mej duszy, poszedłem na moją „pustynię” i tam wyszlochałem mój bolesny hymn do Tęsknoty, który potem miał mi w ponurym blasku rozksiężycowić moje Wigilie.
Tej zabójczej tęsknicy, tego ognia trawiącego nie zna ani Francuz, ani Niemiec, ani Skandynawczyk, ani nawet Rosjanin, bo tęsknota jego jest całkiem innego rodzaju, zna ją tylko Polak: w całej i potędze i ogromie przeżył ją Szopen, ujawniła się w niej do samych trzewi dusza Kasprowicza i krzyżem rozłożyła się na niej twórcza dusza moja.
A upadłszy na moje oblicze przed wielką chwałą Pana, która mi się u rzeki Cheber objawiła, danym mi było rozpoznać bezkres jej potęgi i w bolesnym bełkocie wyjąkałem słowa świętej modlitwy: