No, widzisz, widzisz, jaka ja roztrzepana. Zdania dokończyć nie mogę.
Otóż mimo wszystkich swych kaprysów i gwałtownych wybuchów była ogromnie wesoła, rej między nami wszystkimi wodziła. Wszystko i wszystkich umiała wykpić, w pole wyprowadzić A teraz... tak dokładnie sobie sprawy nie zdaję, tylko czuję, że... wiesz, Kaziu, wstydzę się przyznać; że mi jest jakaś obca... Nie jestem już z nią tak swobodna, jak byłam, i takie mam jakieś nieuchwytne uczucie lęku i... Ach, jaka ona piękna, widziałeś, jaka ona piękna? Widziałeś?
KAZIMIERZ
Nie patrzałem dotychczas na nią.
BRONKA
Człowieku, czyś ty ślepy? Nie, rzeczywiście przestałeś być mężczyzną.
KAZIMIERZ
Przypuszczam, że masz słuszność, ale twój gość poczyna mnie interesować. No i czemu przypisujesz tę zmianę? Złamanemu sercu? Zawiedzionej miłości?
BRONKA
Ona?... Nie — nie — mój Kaziu.