Nie? Rzeczywiście nie?... No, to chodź, Kaziu, to razem w śnieg polecimy, a pozwolisz się kulać w śniegu? Takiego cudnego bałwana z ciebie zrobię.
Tu ci dwa węgle włożę, będziesz miał oczy, tu ci kawałek błota przylepię, będziesz miał nos, a tu zrobię tak i będziesz miał usta, taką fajkę ci do ust włożę... Och Ewciu, Ewciu, że ty z nami iść nie chcesz. No, chodżże, Kaziu, chodź
Ewciu, Tadeusz tu zaraz przyjdzie.
Głos Bronki z przedpokoju.
Tadeusz! Tadeusz! Ewa sama, przygotujcie nam śniadanie.
SCENA V
Ewa sama — podchodzi ku oknu, patrzy chwilę, uderzając palcami w szybę, zimna i surowa, podchodzi do kominka, rozgrzebuje haczykiem żar, potem siada nieruchoma, wpatrzona w ogień.
SCENA VI
TADEUSZ
wchodzi, rozgląda się po pokoju, podchodzi do Ewy, bierze fotel i siada obok