Ja byłam śniegiem, takim dobrym białym śniegiem, co tuli biedną ziemię, rozgrzewa ją, czy nie tak, Kaziu?

KAZIMIERZ

zamyślony.

Tak... A może byłaś dobrą, kojącą ręką, co przytuliła jakiegoś zranionego ptaka... tak mu było dobrze przy tobie, dopóki był chory, a teraz mu skrzydła nowym pierzem porosły — mięśnie wzmocniały i gotuje się do lotu... gotować się nie potrzebuje, bo już strzepnął swoje skrzydła...

BRONKA

przerażona

Nie mów, nie mów tego!

KAZIMIERZ

rozdrażniony

Otóż właśnie będę o tym mówił. Tadeusz odleci od ciebie z Ewą.