— Po co ja żyję?

A z duszy jego wyrwał się krzyk:

Hanka, Hanka!

I dziwne.

Zapomniał o przyjaciołach teraz już ziemią przysypanych i objęła go jakaś rozpaczna tęsknota za Hanką.

Teraz mógłby pójść do jej męża i powiedzieć mu w oczy:

Przecież ona jest moją!

Wstał nagle i nie żegnając się z nikim, wsiadł do doróżki i co koń wyskoczy, kazał śpieszyć do swego mieszkania.

Przez całą drogę rozmyślał w jaki sposób Hankę zobaczyć może.

Myśli mu się plątały... powrót i nawrót myśli paraliżował się wzajem, wreszcie całkiem zatracił świadomość tego, co zrobić może i tylko z cicha, z bezmierną rozkoszą powtarzał to słowo: Hanko, Hanko, Hanko...