— Ha, ha, ha!
— Czegóż się śmiejecie? Norwid, Barwiński, Sowiński, Kurzawa, Podkowiński — tysiąc innych: dobre towarzystwo... Otóż oni, ta potężna pani Delmonse ma tysiące i miliony na swoje orgie; ja mam od Janusza trzydzieści reńskich na niewinną zabawę! Kelner, hej, kelner! Pięć dorożek... Zaraz, w tej chwili — orient-expresem!
— Orient-expresem! ha, ha, ha!
— Panowie, na Wolę! na Wolę!
— Dobrze, na Wolę!
Czerkaski siedział, wtulony w kąt kanapy, w głębokiem zamyśleniu. Wytrzeźwiał nagle.
Wszyscy hurmem gromadzili się ku drzwiom, chwytano za paletoty, dorożki zajechały...
Czerkaski wymknął się niepostrzeżenie.
Szedł przez planty do domu.
W dali słyszał turkot dorożek. Na Wolę — na Wolę!