— Prawda! Prawda! Ale słuchaj, zrobisz mi nieskończoną przysługę, jeżeli się dowiesz, czy jest tu rzeczywiście, czy mi się tylko zdawało, że ją widziałem, bo — bo, wiesz, jakoś mi niedobrze na sercu i mam takie dziwne przywidzenia...
— Ależ, bój się Boga, Czerkaski, ty nic nie pijesz! — Stasinek trzymał kieliszek w jednej ręce, w drugiej flaszkę i nalewał.
— Piję, piję, z tobą, Stasinek, zawsze piję.
— A jabym za tobą w piekło poszedł.
— Wierzę, wierzę — ale słuchaj, Stasiu — znasz Glińską?
Jakto? to ty nie wiesz? Przecież już od tygodnia tu jest. Jej mąż został tu przeniesiony.
Czerkaski drgnął gwałtownie.
— Co, co, co? To prawda?
— Prawda, widziałem ją dziś na ulicy.
— Więc rzeczywiście?