— Ha, ha, ha, ja też miałem żonę — ha, ha, ha...
— Tak, pan miał żonę, ale pan miał i majątek. Słyszę, że pan teraz nic niema, albo tyle co nic, ale pan miał... Nie sztuka, tworzyć rzeczy skończone, gdy się ma pieniądze.
— Tak, to nie sztuka! — kiwał Stasinek siwą głową.
— Niech mi kto da tysiąc, dwa tysiące reńskich, a stworzę taką rzecz, jakiej nikt przedemną nie stworzył. Dajcie mi czas, bym mógł jedno zdanie pisać przez jeden dzień — dajcie mi czas, bym — ha, ha — miał czas pomyśleć, czym napisał głupstwo, czy dobrą rzecz, a wtedy wolno mnie sądzić...
Turski okręcał guzik od surduta Czerkaskiego.
— Wolno teraz panu mówić: Turski niszczy swój talent. Turski jest dziennikarzem, Turski ma jedno pragnienie, by wydać trzeci lub czwarty nakład, ale panie, ten Turski ma wściekły żal i ból w sercu, że nie może tego zrobić, coby mógł zrobić, bo mu nie wolno, bo — ha, ha, ha — ma żonę i dziecko.
Turski był dziwnie podrażniony. I naraz krzyknął na cały głos:
— Pieniędzy, pieniędzy! By módz tworzyć, by duszy nie brukać, by się nie kalać, by — ha, ha, ha...
Ale nagle oprzytomniał. Obejrzał się nieśmiało dookoła.
Nikt nie zważał na ten wykrzyk. Było gwarno i wesoło. Tylko Stasinek trącił Czerkaskiego: