— Więc takie alegorye!
— O nie! Powiązać to wszystko tak, że to żyje, pozostaje we wzajemnem stosunku, szarpie to biedne serce człowiecze, pcha je w przepaść, podrzuca jak piłkę w górę, znowu strąca w otchłań, aż, aż...
— Aż?
— Aż się skończy męka ludzka i rozpocznie się wsteczna metamorfoza.
— Wsteczna?
— Przez żołądek robaków, jak Szekspir mówi.
Nastała długa pauza.
Z przyległych pokoi dochodził gwar i śmiech gości i stukot bilardowych kijów o kule kościane.
— Dziwnie się zmieniłeś — przerwał Szarski milczenie, które mu widocznie było niemiłe bo stawał się niespokojnym.
— Ja się zmieniłem? Nie, nauczyłem się tylko być sam.