— Dokąd mnie prowadzisz?
I w duszy jego jął kiełkować strach i lęk. Uczuł nagłe zmęczenie.
— Tu spocznę.
I w tej samej chwili rozpłynęła mu się w oczach: daleki przebłysk, jak zbłąkany promień światła i znowu ciemno.
A wokół niego szalała ziemia w twórczych porodach — mokra gleba ziała niebieską mgła, a w sercu jego tęsknota i ból.
Och, kiedy nadejdzie koniec tych szałów, tych cierpień?
Usłyszał nagle muzykę.
O, to pewno Szarski grał.
Jakiś splątany chaos krzyków, bólu, cierpień; coraz silniej wrzał, i kipiał, i pianą szału tryskał w górę, aż nagle przedarł się przez ten otchłanny zamęt jeden ton i wściekłym klinem wbił się w ten orkan dźwięków, rozparł go, rozsadził. Jakby wyłoniło się nagle jakieś straszne widmo. Jakby człowiek wywołał nagle jakąś piekielną moc, która z groźnym majestatem pyta przerażonego syna człowieczego; czemu przerywasz spokój mój?
I w nocy tej szału i bólu szła ku niemu żona jego, strojna i pyszna, i jak barbarzyńska królewna słaniała się pod kosztownym ciężarem złotych łańcuchów i naramienników.