Drzwi otwierały się zwolna, lękliwie...
We drzwiach stała wysmukła, drobna postać kobieca, czarno ubrana...
Oczy, oczy! Straszne, smutne — nie — nie smutne, wpół obłąkane oczy...
Hanka! Hanka!
Przypadł do jej nóg i w chciwym obłędzie całował jej stopy.
Hanka!!
Hanka stała nieruchoma, martwa — trup...
Hanka!
Glińska stała nieruchoma, patrzała w jakąś bezbrzeżną dal. Była trupio-blada, a oczy miała jakby skamieniałe w jakimś ciemnym bólu.
Czerkaski nie mówił słowa, tulił się tylko z jakiemś chorem, wpół błędnem pragnieniem do jej kolan.